Ostatnie dni w Peru – Lima

Po Arequipie, co raz wyraźniej na horyzoncie widniał ostatni punkt naszej podróży – Lima. Kolos na glinianych nogach, tak lubię nazywać to miasto. Miasto kontrastów, gdzie inaczej niż w poprzednich miastach tradycja miażdżona jest przez postęp i technikę.

Miraflores

Miraflores

Zatrzymaliśmy się w Plaza Del Bosque – pięciogwiazdkowym hotelu, centrum biznesowym, miejscu gdzie można rzekomo spotkać znane osobistości Peru, nam trafiła się reprezentacja Peru w piłce nożnej 😉 . Wbrew trekkingowej i backpackerskiej konwencji, ostatnie dni wyprawy mieliśmy spędzić relaksując się w hotelu, jadając w restauracjach i robiąc jedno wielkie nic 🙂 . Na stronie booking.com znalazłem w miarę przystępną promocję, hotel kosztował około 300 dolarów za 4 noce, po obniżce 50 %, więc całkiem nieźle. Co prawda nasz pokój nie był pięciogwiazdkowy, a raczej trzy i pół, ale i tak było warto 🙂 . Do tego bardzo biedny basen, którego jedynym plusem było to, że był na dachu, roztaczała się z niego piękna panorama miasta.

Prawdziwy pięciogwiazdkowy basen :D

Prawdziwy pięciogwiazdkowy basen 😀

Lima jest potężna, z prawie 8 milionami mieszkańców ( dla porównania Warszawa ma niecałe 2 mln ) i ponad 2, 5 tys km kwadratowych ( Warszawa trochę ponad 500 tys km2) robi naprawdę wrażenie. Do dzisiaj nie wiem jakim cudem trafiliśmy do hotelu z miejsca gdzie wysiedliśmy z autobusu bo postanowiliśmy iść na pieszo ze wszystkimi bagażami ;p Sprawdzając google maps to tylko 5 kilometrów, nam zajęło to około 5 godzin 😀  Głównym powodem pieszej wycieczki był check – in w pokoju, który zaczynał się od 13.00 podczas gdy my dotarliśmy do Limy około 6 rano.

Większość czasu spędzaliśmy w Miraflores – turystycznej części Limy, piękna promenada, rzesze surferów, surferów, skaterów, kite surferów – Lima to stolica nie tylko Peru, to też stolica wszelakich sportów związanych z deską,  między innymi dlatego czułem się tam tak dobrze. Teraz czas na minusy , mimo fal sprzątaczy, Lima jest brudna, wszędzie walają się sterty śmieci, mimo wysiłków służb porządkowych. Drugi minus to wszechobecne korki. W Limie najlepiej chodzić na pieszo, właśnie to robiliśmy, taksówki są drogie i zupełnie nieopłacalne, jeśli chodzi o czas.

Pobyt w Limie pokrył się z okresem Wielkanocnym, wylatywaliśmy w sobotę, przedostatni dzień w Peru pokrył się więc z Wielkim Piątkiem. Postanowiliśmy  wybrać się z tej okazji do Plaza del Armas, mając w nadzieji że główny plac w tym mieście będzie robił wrażenie. Nie przeliczyliśmy się, Pałac Rządowy, zwany też domem Pizarro, zaprojektowany z polecenia Francesco Pizarro przez architekta polskiego pochodzenia – Ricarda De Jaxa Malachowskiego ( Ryszard Jaxa-Małachowski Kulisicz ) jest piękny, przypomina Krakowskie Sukiennice w wersji latynoskiej.

Plaza Del Armas

Plaza Del Armas

Plaza Mayor

Plaza Mayor

I tak właśnie, po pięciu dniach w stolicy, nadszedł koniec wyprawy.  Taksówka na lotnisko, odprawa, przelot do Madrytu, następnie do Londynu, 3 godziny autostradą i powrót do domu 🙂

Wyprawa ta, wiele mnie nauczyła. Nie chodzi tutaj tylko o kwestie organizacji, potrzebowałem odpoczynku i znalazłem go tam, może i daleko, ale go znalazłem. Ludzie w Peru nie posiadają wiele, mimo tego zawsze się uśmiechają. Złapałem tam dystans do życia i samego siebie. To prawda co mówią o podróżach, one kształcą, nie tylko jeśli chodzi o wiedzę 😉 Dodatkowo ujrzenie Machu Picchu przybliżyło mnie o krok do wielkiego celu odwiedzenia wszystkich cudów świata .

Koniec

Koniec

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s